
Bolesław Jankowski urodził się 5 października 1881 r. Był synem Barbary i Franciszka. Nie zachowały się informacje o jego dzieciństwie, wiadomo natomiast, że po wielkiej wojnie mieszkał w Milanówku. Dom swój, obszerny i położony w centrum miasta, wynajmował rozmaitym miejscowym instytucjom: „W latach międzywojennych różne formy życia społecznego były związane z domem Bolesława Jankowskiego, przy linii krakowskiej, naprzeciw stacji kolejowej. W tym domu mieściły się początkowo biura Gminy, urząd pocztowy (1924–1927) i posterunek policji. Na parterze było jedno kino (nieme), prowadzone przez właściciela domu. Dawniej była też restauracja «Italia». W tym właśnie lokalu, składającym się z dużej sali teatralno-dancingowej, pokoju brydżowego i bufetu, mieścił się klub założony w 1935 r. z inicjatywy grona osób miejscowej inteligencji (do1936 r.)” – napisała Zofia Żuławska. Wiadomo z innych źródeł, że mieszkanie w tym domu miał także miejscowy nauczyciel, a lokal właściciel udostępniał różnym stowarzyszeniom, między innymi Klubowi „Sokoła”. Jedna ze starych fotografii dokumentuje jubileusz pracy nauczycielki Marii Warnkówny, który obchodzono u pana Jankowskiego. Był na pewno aktywnym człowiekiem, otwartym na społeczne działania. Po śmierci pierwszej żony poślubił Józefę Jakubowską, swoją pracownicę. Z Podkową związali się pod koniec lat 40.
Józefa Jakubowska była córką Józefy i Piotra, urodziła się 27 lutego 1900 r. Wspomina o niej Jarosław Iwaszkiewicz w Dziennikach: „Tak się złożyło, że znałem ją od wielu lat, najpierw w Milanówku. W restauracyjce, gdzie mama jadała obiady, była kelnerką. A potem, kiedy właściciel restauracji owdowiał, wyszła za niego za mąż. Potem wydzierżawili przed samą wojną klub w Podkowie Leśnej. Wtedy zaczęła się bliższa znajomość i owe słynne przyjęcia «u Jankowskich», na 3 Maja, i na imieniny Józi, 19 marca. Mnóstwo osób bywało na tych przyjęciach, księża z Brwinowa, Ulatosio, różne podkowiańskie figury (nigdy Baniewiczowie). Przyjęcia zaczynały się około godziny trzeciej wniesieniem wódek i zakąsek, a kończyły się koło dziesiątej wieczorem, kiedy wnoszono płonące półmiski lodów przykrytych sufletem. Były i tańce, i spacery przy księżycu itd. Bardzo lubiłem Józię”. Jest ona pierwowzorem właścicielki oberży w Matce Joannie od Aniołów.
Jankowscy, którzy przejęli lokal o nazwie „Kasyno” w Klubie Sportowym, stworzyli znakomitą restaurację z uprzejmą obsługą i wykwintną kuchnią, co podkreśla we wspomnieniach Maria Iwaszkiewicz. Szczególnie zapamiętała podawaną tam pieczeń, zrazy oraz płonący suflet z lodami.
Było tak do czasu, kiedy w latach 1943–1944 zaczęły się napady bandyckie na domy i lokale w Podkowie. Jankowskich pozbawiano utargu niemal co noc, zmuszając ich do zamknięcia restauracji w Klubie. Wtedy otworzyli lokal „Pod Sosną” („Pod Sosnami”) przy ulicy Żółwińskiej. Świetną kuchnią i uprzejmością zwabiali do siebie licznych klientów. Maria Iwaszkiewicz podkreślała, że wszystko u nich było pyszne, zwłaszcza półfrancuskie paszteciki z mięsem i ryżem. Przytoczyła też list napisany przez Jarosława do pani Józi: „Pewnie zauważyła Pani, ile jest wokół Klubu słowików. Na Stawisku nie ma ani jednego, bo posłałem je Pani, aby jej śpiewały pod oknami. W zamian proszę o przysłanie mi łaskawie dwóch butelek białego wermutu i dwóch czerwonego wina. Zapłatę uiszczę natychmiast JI”. Nie jest więc dziwne, że to państwo Jankowscy przygotowali przyjęcie z okazji 25-lecia ślubu Iwaszkiewiczów we wrześniu 1947 r. Zresztą kontakty z Józefą Jankowską dotyczyły nie tylko kwestii gastronomicznych, Anna wspomina w liście do męża, że dzięki niej udało się kupić 3,5 tony wspaniałego węgla, co w trudnych powojennych czasach było cennym nabytkiem.
Po wojnie władze usunęły ich z restauracji „Pod Sosnami” i wtedy w pobliżu, w małym drewniaczku, otworzyli kawiarnię.
Bolesław zmarł 19 maja 1961 r., a Józefa niecały rok później, 6 marca 1962 r. Oboje są pochowani na podkowiańskim cmentarzu.