Historia Podkowy Leśnej

Trudno uwierzyć, że 2000 lat temu smog był tu większy niż dzisiaj. Niebo zasnuwały dymy z pieców, w których z rud darniowych wytapiano żelazo, pewnie też na miecze dla barbarzyńców ścierających się z rzymskim imperium.

Starożytne Mazowieckie Centrum Metalurgiczne, jak nazwał je jego odkrywca, archeolog Stefan Woyda, zostawiło po sobie jakieś 150 tysięcy takich pieców.

Po upadku Rzymu hutnicy zniknęli i przez wieki nic ciekawego tu się nie działo.

Gospodarstwo Stanisława Wilhelma Lilpopa

Niewątpliwie 200 lat temu było już zielono, gdyż na tym terenie kwitła gospodarka folwarczna. Od folwarku Wilhelmów, wydzielonego z dóbr brwinowskich zakupionych w 1861 r. przez warszawskiego przemysłowca Stanisława Lilpopa, zaczyna się historia naszego miasta ogrodu.

W 1866 r. dobra te odziedziczył małoletni syn Stanisława, Stanisław Wilhelm (być może nazwa Wilhelmów wzięła się od jego drugiego imienia). Zanim dorósł, w majątku gospodarowała jego matka, Joanna z Petzoldów Lilpopowa, czego pamiątką jest zasadzona przez nią aleja lip.

Przy alei powstała osada letniskowa Stanisławów, do której, dzięki przecinającej Brwinów Warszawsko-Wiedeńskiej Drodze Żelaznej, zjeżdżali spragnieni kontaktu z naturą warszawiacy, dowożeni ze stacji folwarcznymi końmi.

Sam folwark nie był duży, zostały po nim jeden z czworaków, do którego chadzamy, załatwiając sprawy w Urzędzie Miejskim, i stara wozownia (róg Modrzewiowej i Kościelnej). Grunty orne półkoliście otaczał las, czemu być może zawdzięczamy późniejszą nazwę naszej miejscowości.

Z lasu, co dzisiejszych podkowian by nie cieszyło, od jesieni dochodziły odgłosy polowań, gdyż Stanisław Wilhelm był zamiłowanym myśliwym i część swego majątku prowadził jako gospodarstwo leśne, z polankami dla saren i bażanciarniami. Jego goście zatrzymywali się w drewnianej willi „Aida” (licząca ponad 100 lat staruszka wciąż ma się dobrze, a nawet lepiej).

Pojawia się Podkowa Leśna

Nazwa Podkowa Leśna po raz pierwszy pojawiła się w 1909 r., gdy marzący o afrykańskim safari Stanisław Wilhelm sprzedał większą część dóbr brwinowskich i nastąpiło jej wydzielenie hipoteczne. Z 1911 r. pochodzi „Plan zbiorowy dóbr Podkowa Leśna w Guberni Warszawskiej Powiecie Błońskim”.

W tym czasie w Europie popularność zyskiwały śmiałe wizje urbanistyczno-społeczne wybawienia człowieka z wielkomiejsko-industrialnej udręki. Szczególnie projekt miasta ogrodu londyńczyka Ebenezera Howarda zdawał się pasować do podwarszawskich letnisk i Stanisław Wilhelm Lilpop się nim zainteresował. Powstała nawet koncepcja dociągnięcia tu jednej z warszawskich linii tramwajowych. Wielka wojna przerwała wszystkie plany, ale odzyskanie niepodległości zainspirowało nowe.

Pierwsza spółka akcyjna w odrodzonej Polsce, „Siła i Światło”, której celem była elektryfikacja kraju, w 1922 r. powołała pochodną Spółkę Akcyjną Elektryczne Koleje Dojazdowe, z udziałem Banku Związku Spółek Zarobkowych. Właściciel majątku Podkowa Leśna dostrzegł korzyść w poprowadzeniu szybkiej kolei przez swą ziemię.

We wrześniu 1922 r. ukochana córka Stanisława Wilhelma, wrażliwa i inteligentna Anna, nie bez oporu rodziny poślubiła początkującego poetę Jarosława Iwaszkiewicza. „Aida”, w której młodzi spędzali lato, stała się miejscem spotkań utalentowanej młodzieży artystycznej, pisarzy i muzyków, co wprowadziło Podkowę Leśną do chyba wszystkich opracowań o kulturze międzywojnia.

Budowę miasta ogrodu wokół „najukochańszego zakątka” Iwaszkiewiczów Jarosław skwitował dramatycznie: „rozpoczęła się zagłada Podkowy”. Kilkadziesiąt lat później uznał, że „stała się jedną z najpiękniejszych miejscowości pod Warszawą”.

Miasto ogród

Za moment jej powstania uważany jest 9 kwietnia 1925 r., kiedy to w gmachu warszawskiej hipoteki członkowie Zarządu nowej spółki „Miasto Ogród Podkowa Leśna Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością” Janusz Regulski i Tadeusz Baniewicz, związani z konsorcjum „Siła i Światło”, oraz Stanisław Wilhelm Lilpop, jako właściciel gruntów, podpisali akt o ich komisowej rozsprzedaży.

Pierwszy plan miasta opracował w 1925 r. ceniony warszawski architekt i urbanista Antoni Jawornicki, który wykorzystał istniejącą topografię i sieć dróg, ale też wprowadził nowe rozwiązania, chociażby zbiegające się promieniście ulice przecięte przecznicami w kształcie półokręgów. Wydzielił teren leśny w centrum i pasy zieleni wzdłuż torów kolejki i strumieni.

Klucz do nazw podkowiańskich ulic wymyślił ponoć bajkopisarz Benedykt Hertz, mieszkający tu od 1930 r. Powstały więc „dzielnice” kwiatów, drzew, ptaków i ssaków. Domy dla podkowian – różnorodne stylistycznie, ale zharmonizowane, projektowali znani wówczas architekci: Maciej Nowicki, Bohdan Lachert, Józef Szanojca, Lucjan Korngold, Juliusz Dzierżanowski czy Bruno Zborowski.

Sami ojcowie założyciele też tu zamieszkali, co dodawało wiarygodności ulotkom reklamowym zachęcającym do kupowania działek w racjonalnie zaprojektowanym mieście ogrodzie. Stanisław Wilhelm zachował dla swojej rodziny 45 ha. W posiadłości nazwanej Stawiskiem stanęła willa według projektu Stanisława Gądzikiewicza, w której zamieszkali Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie i otworzyli szeroko swe drzwi dla zaprzyjaźnionej bohemy.

W grudniu 1927 r. między Warszawą a Grodziskiem zaczęła kursować „ekadka”, która ma swoje osobne opowieści.

Została rozwiązana spółka „Miasto Ogród Podkowa Leśna” i sprawami osiedla zajął się Zarząd Dóbr Podkowa Leśna, który zadbał o egzekwowanie miejscowych przepisów budowlanych. Z myślą o letniej i zimowej aktywności mieszkańców zagospodarowano park, w którym stanął Klub Sportowy zaprojektowany przez Juliusza Dzierżanowskiego.

Aż do 1934 r. mieszkańcy odmawiali wyboru sołtysa. Funkcje samorządowe w szerokim zakresie w 1932 r. przejęło Towarzystwo Miłośników Miasta Ogrodu Podkowa Leśna (od kwietnia 1933 r. Towarzystwo Przyjaciół Miasta Ogrodu Podkowa Leśna), prawdziwe przedstawicielstwo lokalnej społeczności.

Również na budowę świątyni mieszkańcy sami znaleźli środki. Hojnością wykazały się Polski Związek Motorowy, Automobilklub i Aeroklub RP. W 1933 r. w mieście ogrodzie poświęcono kościół ogród pod wezwaniem św. Krzysztofa, patrona podróżnych. Coroczną podkowiańską imprezą stało się „Autosacrum”.

Konspirowanie

Bomby niemieckie, które 1 września 1939 r. spadły na Podkowę, większych szkód nie uczyniły. Także władze okupacyjne nie działały tu zbyt gorliwie. Naczelnik granatowej policji należał do konspiracji, a stacjonująca w mieście jednostka węgierska sprzyjała miejscowej ludności. Jak wspominał wiceprezes Zarządu Rady Głównej Opiekuńczej Stanisław Wachowiak, w Podkowie „było najbezpieczniej”, gdyż „Niemcy nie grasowali bezkarnie tam, gdzie były lasy”. W lasach ćwiczyli chłopcy „w wysokich butach”, którzy później wsiadali do kolejki na Wschodniej.

W Podkowie konspirowano od początku okupacji. Kapitan Henryk Walicki („Twardy”), późniejszy dowódca kompanii „Brzezinka” AK, już w listopadzie organizował ogniwo „Alaska” Związku Obrony Rzeczypospolitej. „Alaska” uczestniczyła w obsłudze zrzutowisk o kryptonimie „Solnica”, m.in. „Osowca” pod Książenicami.

Kolportowano podziemną prasę, organizowano akcje sabotażowe, wystawiano fałszywe dokumenty, kwitło tajne nauczanie. W grudniu 1941 r. „pierwszy głos” z okupowanej Polski popłynął do Anglii z radiostacji podkowiańskiej. Odbywały się spotkania na najwyższym konspiracyjnym szczeblu Państwa Podziemnego, szczególnie w „Zarybiu”, domu Haliny i Janusza Regulskich. Podkowa rywalizowała z Milanówkiem o miano „Małego Londynu”.

Mamy też swoich Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Po upadku Powstania każdy chyba dom dał schronienie warszawskim uchodźcom, a Klub Sportowy i willa Baniewiczów zamieniły się w szpitale. Stanisław Lorentz z Departamentu Oświaty i Kultury Delegatury Rządu wieczorami dyżurował w kawiarni pani Sucheckiej, czekając na informacje o ukrytych dziełach sztuki i archiwaliach.

Tych kawiarni, barów i restauracji wyrosło wówczas w Podkowie, na oczach gestapo, kilkadziesiąt, bo jak zauważył Stanisław Dygat, autor dziejących się w Podkowie Pożegnań: „Warszawiacy mogli ubolewać nad faktem utraty swego miasta, ale z racji tego ubolewania nie zamierzali w niczym odstąpić od swych nawyków”.

Niemcy wyszli z Podkowy 17 stycznia 1945 r., a nazajutrz wjechały czołgi z czerwonymi gwiazdami. Podkowiańska radiostacja p.o. Delegata Rządu Stefana Korbońskiego utrzymywała łączność z Londynem jeszcze do czerwca.

Obywatelskość

Co działo się później, stosunkowo wielu podkowian ogarnia już pamięcią. „Ekadka” stała się „wukadką”. O to, by Podkowa pozostawała dla swych kolejnych mieszkańców miejscem szczególnym, a obywatelskość była wartością, mimo historycznych zawirowań dbały szkoła i parafia.

W 1964 r. parafię objął ksiądz Leon Kantorski, który wpuścił do kościoła św. Krzysztofa zarówno młodych ludzi grających na gitarach, jak i działaczy nowego podziemia, szukających miejsca na protestacyjną głodówkę. Jeden z nich, Jacek Kuroń, powiedział: „Sukces ma zawsze wielu ojców i moim zdaniem to, co zaowocowało Solidarnością, zaczęło się także w Podkowie Leśnej podczas głodówki. Solidarność miała wielu ojców i jednym z nich jest to miasto, to środowisko…”.

Gdy tylko stało się to możliwe, Towarzystwo Przyjaciół Miasta Ogrodu Podkowa Leśna wznowiło działalność. I nie jest już tu jedyną organizacją pozarządową, gdyż po demokratycznych przemianach nastąpił ich prawdziwy wysyp. I nie ma dnia, bo coś ciekawego tu się nie działo.

W 1981 r. nasze miasto ogród zostało wpisane do rejestru zabytków ze względu na niepowtarzalny układ urbanistyczny.

 

Opracowała na podstawie wydawnictw podkowiańskich Maria Konopka-Wichrowska.